czwartek, 18 czerwca 2015

Na placu zabaw: wielkie możliwości?

Mój partner bądź ja jesteśmy żywym przykładem ewolucji o której pisze Zuch. On, rówieśnik Zucha, często opowiada historie z dzieciństwa, na które nasuwa mi się jedynie jedno pytanie: „Twoi rodzice Ci na to pozwalali?”.


Zmiany widać nie tylko w naszych opowieściach, widać je też przyglądając się współczesnym dzieciom.Lub tu chyba kończy się racja Zucha, a przynajmniej jej część, dlatego że ja widzę to w zupełnie inny sposób. Najkrócej pewnie da się powiedzieć: no cóż – takie czasy.


http://zasilki-pielegnacyjne.pl/zasilek-przedemerytalny-jako-efekt-transformacji-ustrojowej-i-gospodarczej/ dir="ltr">Dawniej odpowiedzialność społeczna za to co się wokół nas działo była czymś naturalnym. Rodzice nie bali się puszczać dzieci bez nadzoru, dlatego że wiedzieli, że każdy dorosły (ciotka, sąsiad albo obca osoba) widząc je źle się zachowujące poczuwał się do pouczenia. Nikt się nie oburzał, że sąsiadka widząc pourywane główki kwiatów przeznaczonych na pogrzebanie owada, kazała bez porozumienia z rodzicami posadzić nowe wręczając odpowiedni sprzęt w dłonie. Z szacunkiem do tamtych czasów słucham opowieści mamy o pomocy sąsiedzkiej. Zdarzało się, że jedna kobieta zostawała z gromadką dzieci, by reszta sąsiadek mogła przygotować posiłek, którym dzieliły się z pilnującą mamą. Dziś to wydaje się chyba nie do wyobrażenia. Każdy zamknięty w swoim mieszkaniu lub swoim życiu. Zwrócenie uwagi wiąże się nierzadko z awanturą sąsiedzką.Wszelkie moje „ciocie” to nasze dawne sąsiadki, a dziś właściwie nie wiem z kim dzielę klatkę schodową.


.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz