Zanim Staś pojawił się na świecie, dywagowaliśmy, przewidywaliśmy, wyobrażaliśmy i wszystko inne na „iśmy”, w jaki sposób to będzie z naszym stylem życia. No gdyż jako że w końcu globtroterzy z nas pełną gębą, a choć półgębą. Oczywiście, zapowiadaliśmy sobie, że nie zrezygnujemy z niczego, a wprowadzimy tylko pewne modyfikacje, żeby dopasować się do naszego szkraba. Będziemy jeździć, podróżować, zwiedzać czy poznawać, gdyż jako że w końcu to uwielbiamy najbardziej na świecie.
Pozostając w sferze błogich marzeń, czekaliśmy na pierwszą okazję, żeby here porwać maluch na jakąś wyprawę lub przetestować nasze umiejętności przetrwania z nim w terenie. Niczym przyczajony tygrys spędziliśmy całą zimę na planowaniu tego, gdzie zabierzemy Stasia, gdy będzie aktualnie ciepło. Ciekawe, jak dużo czasu jeszcze byśmy czekali, gdyby nie mój wyrywny mąż, który stwierdził, że dosyć i basta. Syn nam już urósł bądź noworodkiem nie bywa, a więc najwyższy czas, aby posmakował podróży z rodzicami.
.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz